Piszę kolejną książkę branżową, więc znowu cierpi na tym moja działalność blogowa (i prywatna, i branżowa). Nie będę pewnie pisała przez najbliższe dwa miesiące często, ale postaram się bloga nie zaniedbać. Dzisiaj znowu garść wspomnień sprzed miesiąca, z podróży do Wielkiej Brytanii.
Bo skoro Wielka Brytania i okolice Manchesteru, to nie mogłyśmy sobie odmówić podróży do Haworth, rodzinnej miejscowości sióstr Bronte. Muzeum i miejscowość zwiedzałyśmy już jakiś czas temu, biografię utalentowanego rodzeństwa wszystkie (mama, siostra, ja) znamy zaś na pamięć. Książka Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej to lektura, którą każda z nas czytała chyba po kilka razy (a jak wiecie, ja nie za bardzo lubię wracać do książek). Kolejne pokolenie zaczęło się już fascynować - moja siostrzenica trzyma w Pinterest w ulubionych książkach także wiersze Emily Jane Bronte.
Tym razem naszym celem była droga, którą siostry regularnie chadzały na spacery za wieś. Po wsi poruszały się raczej niechętnie, nie tylko ze względu na swoją introwersję, ale też brud. Schludna i urokliwa dziś miejscowość w tamtych czasach nie była tak czysta - główną ulicą rwał rynsztok. Siostry Bronte kochały też przyrodę, a zwłaszcza rozległe krajobrazy brunatnych wrzosowisk, rozpościerające się za ich domem - wielokrotnie powracają one w ich książkach. Chodziły ścieżką wijącą się wśród nieużytków i wrzosowisk, wśród których z rzadka porozrzucane są samotne farmy, aż do strumienia, który spiętrza się, tworząc mały wodospad. Obecnie nazywa się go Wodospadem Bronte. Anne i Emily często się przy nim zatrzymywały. Siedząc na kamieniach mogły w spokoju oddawać się obmyślaniu kolejnych wydarzeń w tajemniczych królestwach powoływanych siłą ich wyobraźni. Legenda głosi też, że czasem zapuszczały się nieco dalej, do zrujnowanej farmy Top Withens, w których lokalizacji (ale nie budynku) umieściła Emily Wichrowe Wzgórza. Tam już nie dotarłyśmy, ale kto wie, może następnym razem?
recenzje książkowe, nowości książkowe, literatura, kreatywne pisanie - i nie tylko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 lipca 2012
niedziela, 4 września 2011
:: Shirley :: Charlotte Bronte
Coś dla miłośniczek i miłośników XIX-wiecznej powieści angielskiej. Ta książka do tej pory nie została opublikowana w Polsce. Dlatego chwała Wydawnictwu MG, że podjęło się trudu przekładu. Tak zaraz po powrocie z urlopu w mojej szafce z książkami przybyła kolejna ciekawa pozycja.
wtorek, 26 stycznia 2010
:: The life of Charlotte Bronte :: Elizabeth Gaskell
Elizabeth Gaskell nie jest znana polskiemu odbiorcy. Z tego, co czytałam w styczniowym numerze "Bluszcza", na polskim rynku po raz pierwszy ma się ukazać wydanie jej powieści "Północ i południe". Nie tłumaczono na polski także książki, która uczyniła sławnym jej nazwisko: pierwszej biografii Charlotte Bronte, z którą Gaskell była zaprzyjaźniona. Książka ta jest uznawana za ważną także dlatego, że przyczyniła się do wykreowania legendy czwórki uzdolnionego literacko i artystycznie rodzeństwa wychowującego wśród odludnych wrzosowisk.
W świątecznym prezencie (wszakże dla mola książkowego książka najlepszym prezentem jest) otrzymałam angielski oryginał. Ponieważ niegdyś pilnie uczyłam się angielskiego, czytanie w tym języku nie sprawia mi najmniejszego problemu. Książka okazała się fascynująca. Przede wszystkim ze względu na literacką wyobraźnię Gaskell, która, opierając się na licznych źródłach (przede wszystkim korespondencji Charlotte) i relacjach ustnych, nie stroni od fabularyzacji. Kluczowe momenty jesteśmy w stanie odtworzyć w wyobraźni tak, jakbyśmy czytali powieść, nie biografię. Do tego umiejętnie podkreślone cechy krajobrazu Haworth i cechy zamieszkującej go społeczności. Gdzieś zupełnie umyka, że była to duża, mocno rozbudowująca się i uprzemysłowiona miejscowość, położona dość blisko większego Keighley. W pamięci pozostają odludne wrzosowiska i zawodzący na nich ponury wiatr, które pamięta się także z powieści Emily Bronte czy samej Charlotte.
Gdybym nie zwiedziła Haworth w minione wakacje, być może nadal bym w to wierzyła. Pierwsza biografia Charlotte Bronte, pióra jej przyjaciółki Elisabeth Gaskell, stworzyła legendę ponurych i odludnych wrzosowisk wokół Haworth, a także legendę rodzeństwa Bronte. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy ujrzałam sielankowy, pogodny krajobraz, miejscowości przechodzące jedne w drugie (bez tablic trudno było się zorientować, gdzie kończy się Haworth, a zaczyna Oxenhope), z Keighley majaczącym wyraźnie na horyzoncie. Gdy przekonałam się, że plebania nie stoi aż na takim odludziu, a na uboczu wioski, a ponadto, gdy uświadomiłam sobie, że rodzina pastora, nawet jeśli żyjąca w XIX wieku, ze względu na funkcję pełnioną przez ojca w lokalnej społeczności, jest dość mocno eksponowana społecznie (nawet jeśli aspiracje intelektualne dzieci powodują, że wolą one przebywać we własnym towarzystwie, niż bawić się z innymi rówieśnikami). Że owszem, bronteańska legenda, do której powstania bez wątpienia przyczyniła się Elizabeth Gaskell, zawiera jakiś element prawdy - ale jak w każdej legendzie, jest to tylko element.
Elizabeth Gaskell, The life of Charlotte Bronte, Penguin Books, 1998
W świątecznym prezencie (wszakże dla mola książkowego książka najlepszym prezentem jest) otrzymałam angielski oryginał. Ponieważ niegdyś pilnie uczyłam się angielskiego, czytanie w tym języku nie sprawia mi najmniejszego problemu. Książka okazała się fascynująca. Przede wszystkim ze względu na literacką wyobraźnię Gaskell, która, opierając się na licznych źródłach (przede wszystkim korespondencji Charlotte) i relacjach ustnych, nie stroni od fabularyzacji. Kluczowe momenty jesteśmy w stanie odtworzyć w wyobraźni tak, jakbyśmy czytali powieść, nie biografię. Do tego umiejętnie podkreślone cechy krajobrazu Haworth i cechy zamieszkującej go społeczności. Gdzieś zupełnie umyka, że była to duża, mocno rozbudowująca się i uprzemysłowiona miejscowość, położona dość blisko większego Keighley. W pamięci pozostają odludne wrzosowiska i zawodzący na nich ponury wiatr, które pamięta się także z powieści Emily Bronte czy samej Charlotte.
Gdybym nie zwiedziła Haworth w minione wakacje, być może nadal bym w to wierzyła. Pierwsza biografia Charlotte Bronte, pióra jej przyjaciółki Elisabeth Gaskell, stworzyła legendę ponurych i odludnych wrzosowisk wokół Haworth, a także legendę rodzeństwa Bronte. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy ujrzałam sielankowy, pogodny krajobraz, miejscowości przechodzące jedne w drugie (bez tablic trudno było się zorientować, gdzie kończy się Haworth, a zaczyna Oxenhope), z Keighley majaczącym wyraźnie na horyzoncie. Gdy przekonałam się, że plebania nie stoi aż na takim odludziu, a na uboczu wioski, a ponadto, gdy uświadomiłam sobie, że rodzina pastora, nawet jeśli żyjąca w XIX wieku, ze względu na funkcję pełnioną przez ojca w lokalnej społeczności, jest dość mocno eksponowana społecznie (nawet jeśli aspiracje intelektualne dzieci powodują, że wolą one przebywać we własnym towarzystwie, niż bawić się z innymi rówieśnikami). Że owszem, bronteańska legenda, do której powstania bez wątpienia przyczyniła się Elizabeth Gaskell, zawiera jakiś element prawdy - ale jak w każdej legendzie, jest to tylko element.
Elizabeth Gaskell, The life of Charlotte Bronte, Penguin Books, 1998
Subskrybuj:
Posty (Atom)