recenzje książkowe, nowości książkowe, literatura, kreatywne pisanie - i nie tylko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywot mola książkowego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywot mola książkowego. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 stycznia 2013
Szafka kandyduje do Bloga Roku
Drodzy! Szafka z Książkami kandyduje w konkursie Blog Roku, więc jeśli lubicie moje pisanie - proszę o Wasz głos. Koszt SMS to 1,23 PLN. Dochód z SMS ma zostać przeznaczony na obozy dla dzieciaków, więc przy okazji można zrobić dobry uczynek :) Ślicznie Wam dziękuję!
sobota, 29 grudnia 2012
Mól książkowy na odwyku
czyli trochę o 2012, skoro czas podsumowań nadszedł.
Ten rok zdecydowanie upłynął mi pod znakiem książek pisanych. Jego pierwsza połowa oznaczała prace nad książką branżową nr 1, "Badania w public relations", napisaną w oparciu o materiały do mojego doktoratu i wydaną w kwietniu. Druga połowa to pisanie książki branżowej "Skuteczne social media" (o mierzeniu efektów komunikacji w social media), która ukaże się na początku przyszłego roku. Pisanie książek ma tę jedyną wadę, że skutecznie wyłącza z czytania tego, co się z nimi nie wiąże. Skoro pisałam książki branżowe, zaglądałam głównie do książek branżowych. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że ostatni raz w bibliotece byłam pół roku temu w każdym razie zmuszała mnie nieuchronnością terminu, do przeczytania książki, a co się z tym wiąże, napisania notki. Skutki: liczba odwiedzin na blogu spadła o 23%, notek było o połowę mniej niż w ubiegłych latach. Noworoczne postanowienie: czytać więcej książek, pisać więcej notek o nich :)
Drugi istotny wątek to była prywatna cyfryzacja. Od maja jestem posiadaczką czytnika książek, który znacząco przyczynił się do redukcji papieru w domu (zwłaszcza szybko dezaktualizujących się książek branżowych) i ułatwił zabieranie po kilka książek naraz w podróż. Od października dodatkowo mam tablet, który wyparł z domu papierowe wydania czasopism. Nie trzeba się już martwić, któremu współczytelnikowi ożenić egzemplarz pisma (bo szkoda wyrzucić).
Trzecia rzecz, z której zdałam sobie sprawę dopiero dzisiaj, to obcinanie wydatków na kulturę w Warszawie, widoczne też z perspektywy zwykłej mieszkanki miasta. Najpierw zredukowano bibliotekom budżety na nowości książkowe. Kiedyś moja biblioteka miała praktycznie wszystkie interesujące mnie nowości, a ja praktycznie nie kupowałam książek. Ale złote czasy się skończyły. Od października tego roku jest jeszcze gorzej: skrócono godziny pracy bibliotek o połowę. Źle się dzieje w moim mieście...
I pięć - jak dla mnie - książek 2012, czyli prywatny ranking:
A teraz nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam książkowego Nowego Roku!
Ten rok zdecydowanie upłynął mi pod znakiem książek pisanych. Jego pierwsza połowa oznaczała prace nad książką branżową nr 1, "Badania w public relations", napisaną w oparciu o materiały do mojego doktoratu i wydaną w kwietniu. Druga połowa to pisanie książki branżowej "Skuteczne social media" (o mierzeniu efektów komunikacji w social media), która ukaże się na początku przyszłego roku. Pisanie książek ma tę jedyną wadę, że skutecznie wyłącza z czytania tego, co się z nimi nie wiąże. Skoro pisałam książki branżowe, zaglądałam głównie do książek branżowych. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że ostatni raz w bibliotece byłam pół roku temu w każdym razie zmuszała mnie nieuchronnością terminu, do przeczytania książki, a co się z tym wiąże, napisania notki. Skutki: liczba odwiedzin na blogu spadła o 23%, notek było o połowę mniej niż w ubiegłych latach. Noworoczne postanowienie: czytać więcej książek, pisać więcej notek o nich :)
Drugi istotny wątek to była prywatna cyfryzacja. Od maja jestem posiadaczką czytnika książek, który znacząco przyczynił się do redukcji papieru w domu (zwłaszcza szybko dezaktualizujących się książek branżowych) i ułatwił zabieranie po kilka książek naraz w podróż. Od października dodatkowo mam tablet, który wyparł z domu papierowe wydania czasopism. Nie trzeba się już martwić, któremu współczytelnikowi ożenić egzemplarz pisma (bo szkoda wyrzucić).
Trzecia rzecz, z której zdałam sobie sprawę dopiero dzisiaj, to obcinanie wydatków na kulturę w Warszawie, widoczne też z perspektywy zwykłej mieszkanki miasta. Najpierw zredukowano bibliotekom budżety na nowości książkowe. Kiedyś moja biblioteka miała praktycznie wszystkie interesujące mnie nowości, a ja praktycznie nie kupowałam książek. Ale złote czasy się skończyły. Od października tego roku jest jeszcze gorzej: skrócono godziny pracy bibliotek o połowę. Źle się dzieje w moim mieście...
I pięć - jak dla mnie - książek 2012, czyli prywatny ranking:
- Dzienniki kołymskie - Jacek Hugo-Bader - poruszający reportaż o Kołymie, odpowiadający na pytanie jak można żyć na tej nieludzkiej ziemi;
- Żony i córki - Elisabeth Gaskell - książka nienowa, ale pierwszy raz w Polsce wydana, trafna panorama obyczajowa wiktoriańskiej Anglii;
- Edward Cyfus - Moja Warmia - zdecydowanie najlepsza tegoroczna książka o Warmii;
- Lechosław Herz - Wardęga, Klangor i fanfary - ubiegłoroczna "Wardęga" w tym roku doczekała się kontynuacji w postaci "Klangoru i fanfar". Za wciągający sposób opowiadania o dalszych i bliższych wędrówkach;
- Ludzie 8 dnia - Krzysztof Pałys OP - za ciekawy dziennik z podróży a równocześnie nienarzucający się sposób mówienia o wierze.
A teraz nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam książkowego Nowego Roku!
czwartek, 24 maja 2012
Kupiłem czarny ciągnik...
Pisałam o planach kupienia czytnika na Targach Książki? No to kupiłam. Kindle Keyboard 3 G.
Powodów było kilka: za dużo papierowych książek i czasopism w domu. Pierwsze jeszcze jakoś wyglądają na półkach, z tymi drugimi nie ma co później robić. Wyborcza nadaje się jeszcze do wycierania pędzli z farby olejnej, ale taka Polityka, wydawana na śliskim papierze, czy W Drodze, które ma format małej książeczki? Do tego wygoda - już nie trzeba wozić ze sobą kilku książek w walizce, wybierając się w podróż. A także możliwość ściągania amerykańskich książek branżowych. Nie, nie potrzebuję ich zbierać na półkach - książki o nowych technologiach bardzo szybko się starzeją. Z drugiej strony, warto być na bieżąco. No i ostatecznie - spodziewany debiut Amazona w Polsce. Miał nastąpić już w kwietniu, ale źródła internetowe mówią o przełożeniu go na lipiec.
Kupiłam, zaczęłam czytać moje ulubione czasopisma, ściągnęłam dwie książki i trochę spostrzeżeń już mam. Wygoda używania. Zaprenumerowane gazety przychodzą same (kasa też się ściąga sama). Niektóre czasopisma - np. W Drodze - są nawet tańsze, niż w papierze. Kupowanie książek jest banalnie proste. Dobra kontrastowość ekranu, co miało dla mnie znaczenie - muszę czytać w okularach (dlatego wolałam czytnik niż np. iPada). Czytnik pamięta, w którym miejscu w danym pliku skończyliśmy czytanie, więc, gdy otwieramy plik ponownie, od razu wrzuca nas na odpowiednią stronę.
Minusem jest brak obrazków, przez co trudniej mi zapamiętać poszczególne teksty z czasopism. Jest mi też trudniej pamiętać poszczególne teksty, skoro wszystkie wyglądają dokładnie tak samo. Kolega z pracy się śmieje, że jesteśmy za starzy na czytniki ;) Kolejny minus to brak współpracy z niektórymi routerami - mój router domowy się na czytnik wypiął i ani koledzy informatycy, ani dostawca internetu nie są w stanie rozwiązać tej fascynującej zagadki. Na fabrycznym wifi wszystko działa. Na szczęście książki można też wgrywać na czytnik po kablu tak, jak pliki na pamięć USB. Problemem są faktury - książkę z Amazona mogę kupić tylko w Kindle Shop w Stanach, w Amazonach europejskich już nie, a w związku z tym nie dostanę za nią faktury (trzeba czekać na ich debiut w Polsce). Polscy wydawcy nie są też do czytników przekonani, a VAT jest wysoki - i tak ceny e-książek są zbliżone do książek papierowych. Mało jest też polskich książek specjalistycznych.
A Wy? Macie, używacie? Jak Wasze wrażenia? A jeśli nie - dlaczego nie?
sobota, 12 maja 2012
III Warszawskie Targi Książki
W tym roku postanowiłam przezwyciężyć swoją awersję do bardzo zatłoczonych miejsc i wybrałam się na III Warszawskie Targi Książki. Motywacji miałam kilka: spotkanie znajomych autorów, kupienie książek młodzieżowych dla mojej chrześniaczki no i oczywiście książki, książki, książki... Tak swoją drogą: Marlow, przekonałaś mnie ;)
Warszawskie Targi Książki odbywają się w Pałacu Kultury i Nauki. Atutem tego miejsca jest łatwy dojazd z każdego punktu Warszawy (i z Dworca Centralnego), jednak jako centrum targowe ma ono wiele minusów: jest ciasno i duszno, do tego nawigacja po obiekcie nie jest łatwa. Chociaż mam dobrą orientację przestrzenną, chwilę zajęło mi połapanie się w rozkładzie sal i stoisk. Dobrym wyborem jest z pewnością pójście na targi zaraz po otwarciu czyli po 10:00, bo wtedy można jeszcze w miarę swobodnie przeciskać się między stoiskami. Około 11:30 zaczyna się już większy ruch, a ok. 14:00, kiedy wychodziłam, działy się już sceny dantejskie. Tak wyglądało wejście...
No i to, co jest w targach fajne, to możliwość spotkania autorów książek na żywo. Jeśli ktoś lubi zbierać autografy, może ustawiać się po nie w kolejkach. Jeśli autor/ka nie jest oblegany, można nawet zamienić sobie parę słów. To zawsze jest frajda, zobaczyć na żywo kogoś, kto napisał naszą ulubioną książkę. Usłyszeć, jak mówi i co mówi. W końcu komunikacja werbalna - książki - to niewielki ułamek naszej komunikacji ;)
Targi miały także swoje liczne minusy:
Warszawskie Targi Książki odbywają się w Pałacu Kultury i Nauki. Atutem tego miejsca jest łatwy dojazd z każdego punktu Warszawy (i z Dworca Centralnego), jednak jako centrum targowe ma ono wiele minusów: jest ciasno i duszno, do tego nawigacja po obiekcie nie jest łatwa. Chociaż mam dobrą orientację przestrzenną, chwilę zajęło mi połapanie się w rozkładzie sal i stoisk. Dobrym wyborem jest z pewnością pójście na targi zaraz po otwarciu czyli po 10:00, bo wtedy można jeszcze w miarę swobodnie przeciskać się między stoiskami. Około 11:30 zaczyna się już większy ruch, a ok. 14:00, kiedy wychodziłam, działy się już sceny dantejskie. Tak wyglądało wejście...
Dużym atutem udziału w Targach są oczywiście książki. Dużo książek i wydawnictw w jednym miejscu, można chodzić i oglądać, oglądać, oglądać... A także kupić w dobrej cenie (nawet nieco taniej niż w najtańszych księgarniach internetowych). Opuściłam dzisiaj targi z dwoma książkami Lechosława Herza, "Wardęga. Opowieści z pobocza drogi" i "Klangor i fanfary" za 66 PLN obie (po cenach rynkowych byłoby 94 PLN). Jeśli ma się chwilę szczęścia, można nawet porozmawiać z ludźmi z wydawnictw. Do tego człowiek widzi podobnych sobie maniaków stojących z nosami w książkach (niektórzy je wąchają!), rozglądających się po półkach, a w końcu - dźwigających ciężkie siatki - i ma świadomość, że nie jest jedynym zwariowanym książkowym molem na świecie. To bardzo miłe uczucie.
No i to, co jest w targach fajne, to możliwość spotkania autorów książek na żywo. Jeśli ktoś lubi zbierać autografy, może ustawiać się po nie w kolejkach. Jeśli autor/ka nie jest oblegany, można nawet zamienić sobie parę słów. To zawsze jest frajda, zobaczyć na żywo kogoś, kto napisał naszą ulubioną książkę. Usłyszeć, jak mówi i co mówi. W końcu komunikacja werbalna - książki - to niewielki ułamek naszej komunikacji ;)
Spotkanie z pisarzami - od lewej Kasia Enerlich, Krzysiek Beśka, ja. Moja legendarna niepamięć do twarzy dała o sobie znać, bo na pierwszy rzut oka nie poznałam Krzyśka i jeszcze pytałam o niego Kasię ;-)
Jolanta Kwaśniewska. Ma bardzo ekspresyjna mimikę, trudno było zrobić jej ostre zdjęcie (zwłaszcza komórką).
Ksiądz Adam Boniecki podpisuje swój zbiór felietonów na stoisku Tygodnika Powszechnego. Na zdjęciu tego nie widać, ale kolejka była dłuuuuuga...
Olga Tokarczuk, w swojej nowej fryzurze, którą sama określiła jako "plica polonica" (niektóre formy kołtuna były protoplastą dredów). W przerwie w podpisywaniu książek udzielała wywiadu.
- O PKiN jako miejscu niezbyt nadającym się na targi, już napisałam.
- Dziki tłum. Nie da się w spokoju oglądać książek, bo co chwila ktoś cię potrąca albo na ciebie wchodzi. Dla mnie, jak na introwertyka przystało, jest to prawdziwe nieszczęście. Po dwóch-trzech godzinach w takim miejscu czuję się jakbym cały dzień kopała rowy. Dlatego o wiele bardziej wolę kontakt z książkami w miejscach typu księgarnia Traffic - dużo przestrzeni, dobrze zaprojektowane meble na książki, mogę tam błądzić godzinami (i często z czymś wychodzę, a moje samopoczucie pozostaje dobre). Przez to nie da się też dokładnie obejrzeć oferty wszystkich wydawnictw, i większych, i mniejszych. Niestety, trzeba wybierać.
- Wiele stoisk jest za małych, książki są za ladami, nie da się do nich podejść i samodzielnie oglądać. Tymczasem obsługa tak naprawdę jest mi potrzebna wtedy, kiedy mam dodatkowe pytania: chcę sama brać książki w ręki, oglądać i decydować, co dalej.
- Rodzice z bardzo małymi dziećmi. Ciągle trzeba patrzyć pod nogi, aby nie rozdeptać jakiegoś małego człowieka. Do tego stoiska z książkami dziecięcymi są porozrzucane - tak, jakby nie można było zrobić jednego kącika tematycznego, a do tego jakiegoś miejsca, gdzie rodzice z dziećmi mogą na chwilę usiąść i odpocząć oraz kąta, gdzie dzieci mogą bawić się pod opieką jakiegoś dorosłego, a rodzice w tym czasie ruszyć w obchód po stoiskach. Absolutnym kuriozum był jednak koleś, który władował się z wielkim wózkiem dziecięcym do sal wystawowych i jeszcze miał pretensje, że wszyscy inni ludzie za wolno chodzą! Rozumiem, że jakoś trzeba przekazać dzieciom miłość do książek, ale targi to nienajlepsze miejsce dla małych ludzi. Sama po raz pierwszy byłam na targach książkowych mając lat 25, a molem książkowym zostałam dużo, dużo wcześniej...
- Brak terminali płatniczych na wielu stoiskach, i to dużych wydawnictw (co ciekawsze, te mniejsze miały). Gdyby nie brak terminala, kupiłabym dzisiaj czytnik, za którym już od jakiegoś czasu chodzę. To jest porażka, że w XXI wieku na targach książki płaci się gotówką!
Po targach chciałam się jeszcze wybrać na konferencję blogerów Ugotuj.to, ale infekcja, która prześladowała mnie w poniedziałek i z którą wydawałoby się, mam już spokój, nieoczekiwanie wróciła. Z powodu narastającego bólu gardła musiałam jechać do domu :(
środa, 2 maja 2012
333 popkultowe rzeczy... lata 90 - Bartek Koziczyński
Czasem mam tak, że wezmę jakąś książkę w księgarni w łapki, a potem nie mogę się oderwać od czytania. Tak właśnie było z "333 popkultowymi rzeczami... lata 90.", leksykonem przygotowanym przez Bartka Koziczyńskiego. A że czas na czytanie w księgarni się kończył, to stwierdziłam, że książkę nabędę i doczytam w domu.
Tak się też stało. Czytałam i podróżowałam w czasie. Ostatnie klasy szkoły podstawowej. Wieczorne wspólne oglądanie "Dynastii", która w naszej rodzinie była traktowana jako najlepsza komedia. Niezapomniane "Polskie ZOO". "Miasteczko Twin Peaks", które oglądałam sama, bo reszta rodziny za nim nie przepadała. Dyskoteki w rodzinnej wiosce, na których królowało Eurodance i kierowca PKS-u, który katował płytę Dr. Albana (a i tak był to u niego przejaw muzycznego gustu, bo zazwyczaj raczył nas disco polo). Moja flanelowa koszula i nigdy niespełnione marzenie o martensach (i chyba nie odważę się go spełnić, mogę nosić tylko buty z miękkiej skóry). Na studiach odkrycie, że potrafię śpiewać drugim głosem, a jak się dobrze przyłożę, to i nawet falsetem - męczyłyśmy z koleżanką w akademiku na zmianę "Maksi Kaza" i "Czerwone korale". I wiele, wiele innych historii, które przypomniały się w trakcie lektury...
Bartek Koziczyński, 333 popkultowe rzeczy... lata 90., Vesper, Poznań 2011
Tak się też stało. Czytałam i podróżowałam w czasie. Ostatnie klasy szkoły podstawowej. Wieczorne wspólne oglądanie "Dynastii", która w naszej rodzinie była traktowana jako najlepsza komedia. Niezapomniane "Polskie ZOO". "Miasteczko Twin Peaks", które oglądałam sama, bo reszta rodziny za nim nie przepadała. Dyskoteki w rodzinnej wiosce, na których królowało Eurodance i kierowca PKS-u, który katował płytę Dr. Albana (a i tak był to u niego przejaw muzycznego gustu, bo zazwyczaj raczył nas disco polo). Moja flanelowa koszula i nigdy niespełnione marzenie o martensach (i chyba nie odważę się go spełnić, mogę nosić tylko buty z miękkiej skóry). Na studiach odkrycie, że potrafię śpiewać drugim głosem, a jak się dobrze przyłożę, to i nawet falsetem - męczyłyśmy z koleżanką w akademiku na zmianę "Maksi Kaza" i "Czerwone korale". I wiele, wiele innych historii, które przypomniały się w trakcie lektury...
Sama książka jest ciekawie i lekko napisana. Teksty są ilustrowane zdjęciami lub grafikami (szkoda, że czarno-białe, no ale wtedy ta książka kosztowałaby pewnie dużo więcej). Jak każdy leksykon, jest może subiektywna - pewnych haseł mi zabrakło. Ale i tak wciągnęła mnie na tyle, że sięgnę po część pierwszą - w trakcie lektury zorientowałam się, że autor napisał też "333 popkultowe rzeczy PRL".
Bartek Koziczyński, 333 popkultowe rzeczy... lata 90., Vesper, Poznań 2011
piątek, 30 grudnia 2011
Subiektywne podsumowanie roku
Koniec roku, a zatem czas podsumowań. Mól Książkowy postanowił również coś wysmażyć, w przerwie między sprzątaniem mieszkania, a przepisywaniem kalendarza.
Książki. Niekoniecznie w tym roku wydane, ale w tym roku przez Mola przeczytane:
Mól Książkowy jeszcze raz życzy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i teraz zabiera się za swój nowy kalendarz. Z kotem Simona, oczywiście.
Książki. Niekoniecznie w tym roku wydane, ale w tym roku przez Mola przeczytane:
- "Marzenie Celta" Mario Vargasa Llosy - czyli noblista w swojej najlepszej formie.
- "Spiski" Wojciecha Kuczoka - Mól Książkowy płakał przy nich ze śmiechu. Zwłaszcza przy opisie misiołaka i bitwy na krowie placki.
- Sagi - tutaj dwie się wyróżniają. Wydana przez Znak druga część powieści o księdzu Rafale i wydana przez Prószyńskiego trzytomowa "Cukiernia pod Amorem". Wciągająco i zarazem lekko.
- "Gottland" Mariusza Szczygła - czyli jak w krótkich reporterskich obrazach oddać całą złożoność czeskiej (i ludzkiej) natury.
- Albumy Andrzeja Waszczuka, czyli warmińska przyroda w malarskich ujęciach.
- Księgarnia Warszawa - bo jest tanio, a do tego najnowszy punkt odbioru książek znajduje się w pobliżu pracy Mola Książkowego.
- Spółdzielnia Literacka w Sopocie - ma klimat :)
- Rozczarował natomiast Empik Outlet w Tesco. Nie powala, o czym świadczy wątek komentarzy pod odpowiednim postem.
- "Z najwyższej półki" - audycja trójkowa, na szczęście dla Mola przełożona z 19.30 na 21.00 w niedziele.
- Książki - kwartalnik wydawany przez Agorę. Ani za bardzo literacko-naukowe, ani za bardzo rynkowe, a po prostu ciekawe.
- Akcja pomocy bibliotece w Kobułtach - zobaczcie, ile to już osób włączyło się do akcji. Próżność Mola Książkowego też została mile połechtana ;-)
- Duży minus dla władz Warszawy za obcięcie budżetów bibliotecznych na zakup nowych książek. Przez to biblioteka mola książkowego nie ma już tylu ciekawych nowości :(
Mól Książkowy jeszcze raz życzy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i teraz zabiera się za swój nowy kalendarz. Z kotem Simona, oczywiście.
wtorek, 3 maja 2011
Zaległy stosik
Stosiki książek znane są praktycznie wszystkim molom książkowym, a aparat fotograficzny w komórce daje możliwość ich opisania bez potrzeby wyliczania wszystkich tytułów zgromadzonych w stosiku. I ja takowy stosik mam (dla odmiany - będzie bez zdjęcia), tyle, że zawiera on nie najnowsze nowości (bo te czerpię z biblioteki), ale książki zaległe. Takie, kupione juz parę lat temu (jak na przykład Sigrid Undset, zakupiona na jarmarku dominikańskim w naszej parafii - w "antykwariacie pod chmurką" można czasem nabyć ciekawe starocie czy kilka książek Orhana Pamuka, kupionych w Merlinie w ramach jakiejś promocji). Takie, kupione całkiem niedawno (jak choćby kolejne książki Erwina Kruka, kupione na Allegro po tym, jak przeczytałam "Spadek"). Ciągle nie było na niego czasu, bo a to wpadała jakaś biblioteczna nowość, na przeczytanie której czas był ograniczony, a to znajomi podrzucali coś nowego, a to w domu pojawiały się nowe, fascynujące tytuły, po które sięgało się od razu. A stosik leżał i ciążył, jak wyrzut sumienia.
W końcu jednak i na niego przyszedł czas. Lektury nie okazały się jednak łatwe. Sigrid Undset i jej opowieści o ubogich ludziach bez szans na poprawę własnego losu podziałały na mnie depresyjnie, tak samo jak "Kronika Mazur" Erwina Kruka, książka będąca swego rodzaju wstępem do "Spadku". Orhan Pamuk "Nazywam się Czerwień" nie wciągnął, a nieco zmęczył - poza ciekawą intrygą kryminalną mamy tutaj opowieść o twórcach miniatur na dworze sułtana i starciu między kulturami Wschodu i Zachodu (i choćby dlatego warto byłoby tę książkę przeczytać raz jeszcze, aby uchwycić wszystkie niuanse i smaczki).
W międzyczasie wpadło parę nowości. Przyszła w końcu rezerwacja na pierwszy tom sagi "Cukiernia pod Amorem" - okazał się równie sprawnie napisany, jak tom drugi. Sięgnęłam też po opowiadania Katarzyny Enerlich "Oplątani Mazurami", które były prezentem dla mojej Mamy. Historie ludzi, poruszające, niekiedy powodujące smutek, aż szkoda, że tak ich mało... Teraz kolejne książki dotyczące Warmii i Mazur, o Janie Liszewskim, założycielu lokalnej "Gazety Olsztyńskiej" i o malarzu Hieronimie Skurpskim (każda wizyta w rodzinnych stronach to pretekst do dowiedzenia się o nich i o związanych z nimi ludziach, czegoś więcej). Jednak kolejne książki w stosiku zaległym już czekają...
Czy macie takie swoje zaległe stosiki? Co powoduje, że przekładacie lekturę na później?
W końcu jednak i na niego przyszedł czas. Lektury nie okazały się jednak łatwe. Sigrid Undset i jej opowieści o ubogich ludziach bez szans na poprawę własnego losu podziałały na mnie depresyjnie, tak samo jak "Kronika Mazur" Erwina Kruka, książka będąca swego rodzaju wstępem do "Spadku". Orhan Pamuk "Nazywam się Czerwień" nie wciągnął, a nieco zmęczył - poza ciekawą intrygą kryminalną mamy tutaj opowieść o twórcach miniatur na dworze sułtana i starciu między kulturami Wschodu i Zachodu (i choćby dlatego warto byłoby tę książkę przeczytać raz jeszcze, aby uchwycić wszystkie niuanse i smaczki).
W międzyczasie wpadło parę nowości. Przyszła w końcu rezerwacja na pierwszy tom sagi "Cukiernia pod Amorem" - okazał się równie sprawnie napisany, jak tom drugi. Sięgnęłam też po opowiadania Katarzyny Enerlich "Oplątani Mazurami", które były prezentem dla mojej Mamy. Historie ludzi, poruszające, niekiedy powodujące smutek, aż szkoda, że tak ich mało... Teraz kolejne książki dotyczące Warmii i Mazur, o Janie Liszewskim, założycielu lokalnej "Gazety Olsztyńskiej" i o malarzu Hieronimie Skurpskim (każda wizyta w rodzinnych stronach to pretekst do dowiedzenia się o nich i o związanych z nimi ludziach, czegoś więcej). Jednak kolejne książki w stosiku zaległym już czekają...
Czy macie takie swoje zaległe stosiki? Co powoduje, że przekładacie lekturę na później?
środa, 20 kwietnia 2011
Pies Kuba zdrowy
O psie Kubie pisałam jakieś trzy miesiące temu. Fundacja, która wzięła pod opiekę dotkliwie poparzonego zwierzaka, podjęła się leczenia i gromadziła na niego środki. Zachęcałam do wsparcia jej wysiłków w tej notce.
Z tego, co napisano na Facebookowej stronie fundacji, środki pokryją leczenie Kuby i starczą jeszcze, aby pomóc innym zwierzakom. Sam Kuba ma się bardzo dobrze. Już wiadomo, że leczenie się powiodło, co sprawia mi ogromną radość. To zestawienie zdjęć zrobiła jedna z fanek strony Fundacji Mrunio - sami zobaczcie, jak wyglądał postęp:
Aktualne informacje o Kubie można znaleźć na stronie Fundacji Mrunio na Facebooku.
Z tego, co napisano na Facebookowej stronie fundacji, środki pokryją leczenie Kuby i starczą jeszcze, aby pomóc innym zwierzakom. Sam Kuba ma się bardzo dobrze. Już wiadomo, że leczenie się powiodło, co sprawia mi ogromną radość. To zestawienie zdjęć zrobiła jedna z fanek strony Fundacji Mrunio - sami zobaczcie, jak wyglądał postęp:
Aktualne informacje o Kubie można znaleźć na stronie Fundacji Mrunio na Facebooku.
czwartek, 20 stycznia 2011
Pies Kuba potrzebuje Waszej pomocy
Tym razem notka całkowicie niezwiązana z tematem książek. Otóż jest zwierzę, które potrzebuje Waszej pomocy. To pies Kuba - ktoś podpalił jego kojec, zwierzę cudem przeżyło, jest bardzo mocno poparzone.

Koszty jego leczenia są ogromne - dlatego liczy się każda złotówka. Ja już wysłałam przelew. Zachęcam do zrobienia tego samego. Dane fundacji, która zbiera pieniądze na Kubę, to:
Fundacja Ochrony Zwierząt i Ochrony Polskiego Dziedzictwa Przyrodniczego "Mrunio"
organizacja pożytku publicznego
KRS 0000261716
Jaszkowa Dolna 38F,
57-300 Kłodzko
Bank PEKAO S.A I O. w Kłodzku
rachunek: 85 1240 1965 1111 0010 1171 6801
Historię Kuby znajdziecie na stronach:
1. Weterynarz radzi
2. Oto Wrocław - artykuł 1, artykuł 2
3. Fundacja Mrunio
Proszę, przyłączcie się i podajcie informację dalej. Z góry Wam dziękuję.
Update, 22 stycznia 2010
Kuba potrzebuje materaca przeciwodleżynowego
Najnowsze informacje z kliniki
Założyłam wydarzenie na Facebooku "Pomóż w leczeniu poparzonego psa Kuby" - proszę dołączcie i zaproście Waszych znajomych!
Tag dla blipowiczów: #pieskuba

Koszty jego leczenia są ogromne - dlatego liczy się każda złotówka. Ja już wysłałam przelew. Zachęcam do zrobienia tego samego. Dane fundacji, która zbiera pieniądze na Kubę, to:
Fundacja Ochrony Zwierząt i Ochrony Polskiego Dziedzictwa Przyrodniczego "Mrunio"
organizacja pożytku publicznego
KRS 0000261716
Jaszkowa Dolna 38F,
57-300 Kłodzko
Bank PEKAO S.A I O. w Kłodzku
rachunek: 85 1240 1965 1111 0010 1171 6801
Historię Kuby znajdziecie na stronach:
1. Weterynarz radzi
2. Oto Wrocław - artykuł 1, artykuł 2
3. Fundacja Mrunio
Proszę, przyłączcie się i podajcie informację dalej. Z góry Wam dziękuję.
Update, 22 stycznia 2010
Kuba potrzebuje materaca przeciwodleżynowego
Najnowsze informacje z kliniki
Założyłam wydarzenie na Facebooku "Pomóż w leczeniu poparzonego psa Kuby" - proszę dołączcie i zaproście Waszych znajomych!
Tag dla blipowiczów: #pieskuba
niedziela, 16 stycznia 2011
Z najwyższej półki - nowa audycja o książkach w Trójce
W mojej ulubionej Trójce pojawi się nowa audycja poświęcona nowościom, zapowiedziom i wznowieniom książkowym, która będzie też gościć młodych pisarzy - taką informację znalazłam dzisiaj na Fejsbuku. Audycję prowadzi Michał Nogaś. Pierwszy odcinek dzisiaj o 19:05, kolejne co miesiąc w niedzielę o tej samej porze.
Na dzisiaj autorzy zapowiedzieli:
- rozmowę z Łukaszem Saturczakiem, 24-letnim debiutantem, autorem powieści "Galicyjskość" (książka przypomina o trudnej historii południowo-wschodnich terenów Polski);
- rozmowę z wnukiem Rafała Wojaczka, Radkiem Janusem, które opowie o właśnie wydanej (po raz pierwszy bez ingerencji cenzury) powieści dziadka – "Sanatorium";
- rozmowę z Martą Mizuro o pierwszej w 2011 roku książce z serii "Reportaż" pod patronatem Trójki - "I ktoś rzucił za nim zdechłego psa" francuskiego reportera Jeana Rolina. To opowieść o "feralnych", bezdomnych i zdechłych psach.
Mole książkowe - do radioodbiorników! :)
Więcej informacji o audycji na stronie Polskiego Radia.
Na dzisiaj autorzy zapowiedzieli:
- rozmowę z Łukaszem Saturczakiem, 24-letnim debiutantem, autorem powieści "Galicyjskość" (książka przypomina o trudnej historii południowo-wschodnich terenów Polski);
- rozmowę z wnukiem Rafała Wojaczka, Radkiem Janusem, które opowie o właśnie wydanej (po raz pierwszy bez ingerencji cenzury) powieści dziadka – "Sanatorium";
- rozmowę z Martą Mizuro o pierwszej w 2011 roku książce z serii "Reportaż" pod patronatem Trójki - "I ktoś rzucił za nim zdechłego psa" francuskiego reportera Jeana Rolina. To opowieść o "feralnych", bezdomnych i zdechłych psach.
Mole książkowe - do radioodbiorników! :)
Więcej informacji o audycji na stronie Polskiego Radia.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Prezent dla mola książkowego
Mam świra na punkcie komiksów. Zaglądam na Harold's Planet, jestem fanką Kota Simona, XKCD i PHD Comics. Może dlatego, że lubię słowo pisane, ale też dobrą kreskę. W wieku -nastu lat próbowałam nawet tworzyć własne. Kto wie, może kiedyś jeszcze do tego wrócę. A na razie oglądam w sieci cudze.
Kiedy siostra spytała mnie, co chcę w prezencie z potrójnej okazji (obrona, urodziny, święta), pomyślałam o czymś z Anglii, czego nie można dostać w Polsce. Tak przyszły mi na myśl komiksowe gadżety i w sklepie internetowym wyszperałam zakładki do książek Harold's Planet. Jak dla mola książkowego liczyły się tylko dwie - "Książek nigdy za dużo":

i "Tak wiele książek, tak mało czasu":
Obie dostałam (za co jeszcze raz dziękuję mojej siostrze). Są trwałe i estetycznie wykonane, więc pewnie posłużą mi wiele lat.
Zdjęcia zakładek pochodzą stąd.
Kiedy siostra spytała mnie, co chcę w prezencie z potrójnej okazji (obrona, urodziny, święta), pomyślałam o czymś z Anglii, czego nie można dostać w Polsce. Tak przyszły mi na myśl komiksowe gadżety i w sklepie internetowym wyszperałam zakładki do książek Harold's Planet. Jak dla mola książkowego liczyły się tylko dwie - "Książek nigdy za dużo":

i "Tak wiele książek, tak mało czasu":
Obie dostałam (za co jeszcze raz dziękuję mojej siostrze). Są trwałe i estetycznie wykonane, więc pewnie posłużą mi wiele lat.Zdjęcia zakładek pochodzą stąd.
piątek, 31 grudnia 2010
2010
71 książek - nie licząc tych religijnych i psychologicznych (których nie ma w spisie w pasku) oraz książek branżowych (czasem recenzowanych na moim blogu zawodowym, głównie jednak czytanych bardzo naprędce, ze względu na prace nad doktoratem). W tym roku nieodmiennie moimi ulubionymi pisarzami pozostają Mario Vargas Llosa, Orhan Pamuk, Michał Olszewski, Andrzej Stasiuk, Trudi Canavan, z religijnych Tomas Halik, z psychologicznych Pia Mellody. Odkrycia: Antoni Kroh, Joanna Bator, Mariusz Szczygieł, z psychologicznych Eva-Maria Zurhorst. Do tego opracowania na temat mojej rodzinnej Warmii, gdzie najbardziej doceniam Jana Chłostę i albumy wydawnictwa Borussia. A także albumy wydawane przez warszawski Dom Spotkań z Historią, które pokazują, że historia nie musi być tylko nudnym zbiorem dat, a składa się z losów pojedynczych ludzi.
Nie wszystkie książki byłam w stanie zrecenzować na blogu, ze względu na intensywne prace nad doktoratem. Na szczęście ten został zakończony i obroniony, co oznacza, że będzie więcej czasu na czytanie :) Czego Wam również w nadchodzącym roku życzę.
Nie wszystkie książki byłam w stanie zrecenzować na blogu, ze względu na intensywne prace nad doktoratem. Na szczęście ten został zakończony i obroniony, co oznacza, że będzie więcej czasu na czytanie :) Czego Wam również w nadchodzącym roku życzę.
czwartek, 25 lutego 2010
Zabawa łańcuszkowa
Za zaproszenie do zabawy dziękuję Agnieszce - blog "Moje przeczytane książki". Poniżej moje odpowiedzi na jej pytania. Niestety, z przyczyn osobistych, jest mi teraz trudno pociągnąć zabawę dalej, wymyślić pytania, zaprosić kolejne osoby - ale obiecuję, że zrobię to przy następnej takiej okazji.
1. O jakich porach lubisz najczęściej sobie coś poczytać? Wieczorem do poduszki, czy może w autobusie przed pracą? A może weekendy, gdyż w ciągu tygodnia zazwyczaj nie masz na nic czasu? Czy celebrujesz czytanie książek? W sensie: kawa, herbata, kocyk, lampka wina, poduszka, fotel... Czy nie przykładasz wagi do nastroju pomieszczenia, w którym oddajesz się lekturze?
Czytam wieczorem do poduszki. Sporo czytam w weekendy, wtedy zazwyczaj siedzę po turecku na moim ulubionym fotelu, czasem robię sobie herbate i przykrywam się kocem. Nie czytam dojeżdżając do pracy, bo jadę raptem jeden przystanek. Za to czytam w pociągach/autobusach, jeśli tylko jeżdzę w dalekie trasy.
2. Za 5 minut ewakuacja. Wywożą Cię na bezludną wyspę, gdzie masz spędzić miesiąc czasu w samotności. Jakie książki ze sobą zabierasz? Możesz ograniczyć się do 5 pozycji książkowych. Jakie to będą książki i dlaczego akurat te tytuły?
Na pewno Biblia - można ją czytać ciągle na nowo i ciągle odkrywać nowe sensy. Być może listy Jordana z Saksonii do Diany Andalo. Powieść "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte - jedna z nielicznych książek, chociaż teraz mój odbiór jej znacząco się zmienił. Chyba też Isabel Allende i "Córkę Fortuny". Oraz cykl Ursuli K. Le Guin poświęcony Ziemiomorzu. Za to na pewno wzięłabym notatnik i pióro - wreszcie miałabym czas na swoje pisanie.
3. Dlaczego lubisz czytać? (Bo zakładam, że lubisz;) Co odnajdujesz w książkach, czego nie można odnaleźć w kolorowych gazetach, TV, Internecie?
Trudne pytanie. W mojej rodzinie się czytało - mama preferowała beletrystykę i jej zawdzięczam miłość do prozy (nawet jeśli mój gust czytelniczy jest inny), tacie z kolei wykorzystywanie książek do uczenia się (jeśli chcę dowiedzieć się czegoś nowego, zaczynam od teorii, czyli kupowania książek). To, co odnajduję, to jest inny świat, w który mogę się przenieść. W dzieciństwie sama takie światy tworzyłam, najpierw w wyobraźni, opowiadając historie na ich temat, gdy nauczyłam się pisać, spisywałam moje opowieści. Może właśnie dlatego chętnie sięgam po książki. Nie przepadam za kolorowymi gazetami, życie celebrytów jakoś niespecjalnie mnie fascynuje, jeśli już sięgam po jakieś czasopisma to są to tygodniki opinii lub czasopisma o tematyce psychologicznej. TV oglądam bardzo rzadko, raczej pożyczam pojedyncze filmy z wypożyczalni. W Internecie z kolei szukam newsów lub informacji związanych z moją pracą, a także rozrywki.
4. Jaki gatunek książki preferujesz szczególnie i jaka pozycja książkowa sprawiła, bądź zdarzenie wżyciu, że akurat połknęłaś/połknąłeś bakcyla w kierunku takiego gatunku, a nie innego? ;-)
Proza. Jest bliska życiu, a równocześnie daje możliwość poruszania się w wykreowanym świecie. Na to pytanie zdaje się odpowiedziałam już powyżej.
5. Czy wolisz książki w twardych oprawkach (na własność?) czy nie ma dla Ciebie to żadnego znaczenia?
Jak już coś kupować, to oczywiście dobrej jakości, aby mogło służyć przez lata. Książki w miękkich oprawkach i o papierze kiepskiej jakości, nie wzbudzają mojego zaufania. No chyba, że jest to coś wyjątkowego, co zostało wydane tylko w taki sposób (jak wspomniane Ziemiomorze). Dużo książek wypożyczam z dzielnicowej biblioteki - jest tam dużo nowości.
1. O jakich porach lubisz najczęściej sobie coś poczytać? Wieczorem do poduszki, czy może w autobusie przed pracą? A może weekendy, gdyż w ciągu tygodnia zazwyczaj nie masz na nic czasu? Czy celebrujesz czytanie książek? W sensie: kawa, herbata, kocyk, lampka wina, poduszka, fotel... Czy nie przykładasz wagi do nastroju pomieszczenia, w którym oddajesz się lekturze?
Czytam wieczorem do poduszki. Sporo czytam w weekendy, wtedy zazwyczaj siedzę po turecku na moim ulubionym fotelu, czasem robię sobie herbate i przykrywam się kocem. Nie czytam dojeżdżając do pracy, bo jadę raptem jeden przystanek. Za to czytam w pociągach/autobusach, jeśli tylko jeżdzę w dalekie trasy.
2. Za 5 minut ewakuacja. Wywożą Cię na bezludną wyspę, gdzie masz spędzić miesiąc czasu w samotności. Jakie książki ze sobą zabierasz? Możesz ograniczyć się do 5 pozycji książkowych. Jakie to będą książki i dlaczego akurat te tytuły?
Na pewno Biblia - można ją czytać ciągle na nowo i ciągle odkrywać nowe sensy. Być może listy Jordana z Saksonii do Diany Andalo. Powieść "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte - jedna z nielicznych książek, chociaż teraz mój odbiór jej znacząco się zmienił. Chyba też Isabel Allende i "Córkę Fortuny". Oraz cykl Ursuli K. Le Guin poświęcony Ziemiomorzu. Za to na pewno wzięłabym notatnik i pióro - wreszcie miałabym czas na swoje pisanie.
3. Dlaczego lubisz czytać? (Bo zakładam, że lubisz;) Co odnajdujesz w książkach, czego nie można odnaleźć w kolorowych gazetach, TV, Internecie?
Trudne pytanie. W mojej rodzinie się czytało - mama preferowała beletrystykę i jej zawdzięczam miłość do prozy (nawet jeśli mój gust czytelniczy jest inny), tacie z kolei wykorzystywanie książek do uczenia się (jeśli chcę dowiedzieć się czegoś nowego, zaczynam od teorii, czyli kupowania książek). To, co odnajduję, to jest inny świat, w który mogę się przenieść. W dzieciństwie sama takie światy tworzyłam, najpierw w wyobraźni, opowiadając historie na ich temat, gdy nauczyłam się pisać, spisywałam moje opowieści. Może właśnie dlatego chętnie sięgam po książki. Nie przepadam za kolorowymi gazetami, życie celebrytów jakoś niespecjalnie mnie fascynuje, jeśli już sięgam po jakieś czasopisma to są to tygodniki opinii lub czasopisma o tematyce psychologicznej. TV oglądam bardzo rzadko, raczej pożyczam pojedyncze filmy z wypożyczalni. W Internecie z kolei szukam newsów lub informacji związanych z moją pracą, a także rozrywki.
4. Jaki gatunek książki preferujesz szczególnie i jaka pozycja książkowa sprawiła, bądź zdarzenie wżyciu, że akurat połknęłaś/połknąłeś bakcyla w kierunku takiego gatunku, a nie innego? ;-)
Proza. Jest bliska życiu, a równocześnie daje możliwość poruszania się w wykreowanym świecie. Na to pytanie zdaje się odpowiedziałam już powyżej.
5. Czy wolisz książki w twardych oprawkach (na własność?) czy nie ma dla Ciebie to żadnego znaczenia?
Jak już coś kupować, to oczywiście dobrej jakości, aby mogło służyć przez lata. Książki w miękkich oprawkach i o papierze kiepskiej jakości, nie wzbudzają mojego zaufania. No chyba, że jest to coś wyjątkowego, co zostało wydane tylko w taki sposób (jak wspomniane Ziemiomorze). Dużo książek wypożyczam z dzielnicowej biblioteki - jest tam dużo nowości.
sobota, 5 grudnia 2009
:: Mam taką szafkę ::
z półkami za szkłem. Jest częścią segmentu w sypialni. Gdy się wprowadzałam do mojego mieszkania, włożyłam tam parę książek. Zajmowały dwie półki. Obecnie szafka jest już pełna po brzegi. Książki, które w niej stoją, są w większości nowe, stąd intensywny zapach świeżej farby drukarskiej. Kiedy ją otwieram, aby coś z niej wyjąć, potrafię stać i upajać się tym zapachem w nieskończoność. Może dlatego w dzieciństwie chciałam być drukarzem - bo lubię zapach nowych książek. Nie tylko ja. Ela, która była u mnie w gościnie, przyznała się również do uprawiania tego niecnego procederu - narkotyzowania się zapachem nowych książek.
Rzecz jasna, lubię też czytać, podobnie jak większość osób z mojej rodziny. Jedno z najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa, to moja mama, czytająca książkę. Mamo, a dlaczego ty nie czytasz na głos? Bo dorośli potrafią już czytać w myślach, po cichu, ty jak będziesz dorosła, będziesz też umiała. Czytałam i pisałam już w przedszkolu. Idąc do pierwszej klasy, tworzyłam pierwsze opowiadania. Byłam najmłodszą czytelniczką miejscowej biblioteki, poza tym, że należałam też do biblioteki w szkole. Od najmłodszych lat wręcz pożerałam książki. Bibliotekarki odpytywały mnie czasami z zawartości, bo nie mogły uwierzyć, że wszystko zostało przeze mnie tak szybko przeczytane. Dużo książek kupował mi Tato. Tak wiele, ze czasem mylił się i po raz drugi kupował to samo. Książka była też moim ulubionym prezentem świątecznym. Dostawałam ich po kilka. Po rozpakowaniu prezentów obkładałam się książkami i słodyczami i zaczynało się wielkie obżarstwo, także intelektualne.
Z tych wszystkich powodów, mimo, że zawodowo zajmuje się czymś innym, nadal dużo czytam. Chciałabym się tym podzielić. Pokazać zawartość mojej szafki z książkami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










