piątek, 7 września 2012

Edward Cyfus - Moja Warmia

Sporo z Was wchodzi na mojego bloga przez wyszukiwarkę, szukając informacji na temat Edwarda Cyfusa. I oto daję Wam kolejny powód - jestem świeżo po lekturze jego najnowszej książki, "Moja Warmia" wydanej przez wydawnictwo Retman. Jak mówią księgarze z księgarni przy olsztyńskim dworcu, w toku są prace nad nowym wydaniem "A życie toczy się dalej", które w ładnej szacie edytorskiej i tym razem w jednym tomie, ma się ukazać również nakładem Wydawnictwa Retman i też w serii "Moja biblioteka mazurska" (którą bardzo polecam wszystkim miłośnikom historii Warmii i Mazur).

Póki co, dostajemy "Moją Warmię" - opis warmińskich obyczajów, ale nie naukowy (chociaż pojawiają się w książce cytaty z pracy naukowej Anny Szyfer - materiały do której były zbierane również w mojej rodzinnej miejscowości), ale bardzo subiektywny, zapamiętany przez autora z dzieciństwa u dziadków i krewnych na wsi, a także z opowieści rodzinnych. "Nic wokół nie przypomina czasów mojego dzieciństwa", stwierdza autor, i nietrudno przyznać mu rację. Nie ma już Warmiaków, a nieliczni, którzy pozostali, zmieszali się z ludnością napływową, utracili swój język i obyczaje. Gospodarstwa z czerwonej cegły wypierane są przez podmiejskie domki z obowiązkowymi kolumienkami przed wejściem, jakich pełno w całej Polsce, albo też tynkowane, drewnianą stolarkę okienną zastępują zaś plastikowe okna. Dawne tradycje są wskrzeszane raczej okazyjnie, przy okazji dużych publicznych uroczystości, niekiedy na lekcjach w szkole zdawkowo wspomina się o dawnej historii tych ziem. Nic więc dziwnego, że autor książki, reprezentant pokolenia moich rodziców, ostatniego, które pamięta miniony świat, podejmuje próbę ocalenia go za pomocą własnej opowieści.


"Moja Warmia" jest podzielona na pięć części. Pierwsza to opis gburstwa, czyli warmińskiego gospodarstwa. Dowiadujemy się, jak były stawiane warmińskie chałupy, jak wyglądało ich wnętrze, jak była zorganizowana kuchnia, prace domowe (mycie, pranie, prasowanie), jak wyglądał pokój dzienny, jakie funkcje pełnił przydomowy ogródek czy też w jaki sposób Warmiacy robili zakupy. Cztery kolejne rozdziały przedstawiają rok w warmińskim gospodarstwie, poczynając od zimy, przez wiosnę i lato, aż po jesień. Ta kolejność nie jest przypadkowa: początek grudnia to początek roku liturgicznego a warmińska obyczajowość była wypadkową chrześcijańskich (katolickich) tradycji i przedchrześcijańskich wierzeń. Rzeczowy, chłodny opis jest przerywany anegdotkami z życia rodziny autora, przez co książka nabiera bardziej osobistego i ciepłego charakteru (którego tak brakuje dziełom typowo naukowym). Nie brakuje opisów warmińskich dań. Teksty są ilustrowane zdjęciami warmińskich krajobrazów (dużo zdjęć jakże charakterystycznych dla Warmii kapliczek, większość zdjęć autorstwa Mieczysława Wieliczki, jednego z najbardziej "warmińskich" fotografów), starych przedmiotów z kolekcji Edwarda Cyfusa, zdjęciami rodzinnymi i archiwalnymi grafikami. Książka dla wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o Warmii, ale wolą bardziej osobisty wymiar historii.

Edward Cyfus, Moja Warmia, Retman, Dąbrówno 2012.

10 komentarzy:

  1. Witam Aniu. Dziękuję za recenzję. Przymierzałem się do kupna i wychodzi na to, że jutro popędzę do księgarni po książkę. Lektura obowiązkowa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moje klimaty, ale kto wie, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbyszek, bardzo warto!
    Demismo, może warto spróbować?

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubie recenzje jak sprawozdania podatkowe lub statystyczne: tyle stron, tyle fot, tyle koszuje, w tym podatek VAT. Nie lubie refleksji ani wniosków, nie lubię ciepła w recenzji, nie lubię odgadywania motywów i rysów biograficznych autorów w ich ksiażkach. Dziękuję za taka recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi przykro, ale zraziłam się do tej książki. Owszem, ciekawie przedstawiony "stary świat " dawnej Warmii. Jednak w mojej opinii autor zupełnie niepotrzebnie ze szczegółami opisuje zabijanie zwierząt. Przyznam szczerze, że gdybym wiedziała, nie zajrzałabym nawet do tej książki. Jestem z Barczewa, a książkę dostałam od przyjaciół ... z Krakowa. Pięknie wydana trzeba przyznać. Ale te zimne opisy zarzynania... już nie ma jej w mojej biblioteczce. Do pana Cyfusa też straciłam sympatię :P .. Ela N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja może nie byłam tyle zszokowana podejściem autora książki, co w ogóle podejściem gospodarzy do zwierząt. Moi rodzice jeszcze przed moim urodzeniem próbowali hodować kury, ale gdy się okazało, że traktują je w sposób "osobowy" i nie potrafią ich zabijać, darowali sobie trzymanie zwierząt hodowlanych. Za moich czasów w domu były już tylko zwierzęta domowe (psy, koty) i kiedy zetknęłam się z hodowlą zwierząt w gospodarstwach krewnych lub znajomych (i przede wszystkim metodami hodowli), to też byłam tym zszokowana... A dla dawnych mieszkańców wsi było to zupełnie naturalne podejście i chyba dla autora też. Ale masz rację, mógł oszczędzić w nich pokazywanie zbyt wielu szczegółów.

      Usuń
  6. Dzięki za zrozumienie Aniu :) zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi ma takie podejście do zwierząt, świat jest jaki jest ... Ale mam żal do autora, że w taki bezduszny sposób to opisał, moim zdaniem zepsuł ciekawą książkę. Jeśli ktoś lubi takie opisy, może wybrać inną lekturę, pozostali niestety nie mogą się domyśleć, że p.Cyfus opisuje rzeź zwierząt jakby to było zrywanie kwiatków z łąki. Ela

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie rozumiem tego żalu do autora. Książka ma chaakter historyczno-etnograficzny. Ubój zwierząt w gburstwie warmińskim był zwyczajnym elementem codziennego życia. Zażynanie świniaka może nie codziennym, ale ważnym i przygotowującym najczęściej do świąt. Waszym zdaniem miał zrezygnować z opisu, bo dziś wrażliwość jest inna? Byłaby to hipokryzja. Mieszkam na Warmii od urodzenia. Niektóre opisane w książce (dla mnie arcyciekawej i przywołującej osobiste wspomnienia zgodne z tymi E. Cyfusa) zwyczaje przetrwały do dziś w niezmienionej prawie formie na warmińskich wsiach i w okolicach miasteczek. Także te związane z ubojem zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przy okazji przepraszam serdecznie z błąd ortograficzny. Oczywiście "zarzynanie" być powinno w moim wpisie :D

    OdpowiedzUsuń