czwartek, 23 czerwca 2011

Książki. Magazyn do czytania

Czegoś takiego mi brakowało. Nie tak naukowego, jak "Literatura na Świecie", nie tak łatwego, jak "Bluszcz" i nie tak rynkowego, jak pisma rynku księgarskiego. Po prostu pisma o książkach, z informacją, co w danym momencie wchodzi na rynek, z wywiadami z pisarzami, fragmentami tekstów.

W końcu się doczekałam. Na rynku pojawiło się właśnie pismo "Książki - magazyn do czytania", wydane przez Gazetę Wyborczą. Nie jest to jednak dodatek do gazety, lecz byt całkowicie odrębny. Kosztuje niecałe 10 PLN. Według informacji prasowych Agory, pismo ma nakład 60 tys. egz. i można je kupić w kioskach, salonach prasowych i innych punktach sprzedaży prasy.

Pierwszy, lipcowy już, numer ma 76 stron i przeczytałam go od deski do deski. Wywiady z Joanną Olczak-Ronikier (o Korczaku), Olivierem Sacksem (o właściwościach ludzkiego mózgu), Zadie Smith (o niej samej), Jackiem Podsiadłą (o książkach dla dzieci łamiących tabu obyczajowe). Teksty Janusza Rudnickiego o szkolnych lekturach (nawołuje do całkowitej zmiany kanonu dla dzieciaków), krytyczna analiza książek Janusza L. Wiśniewskiego, esej Olgi Tokarczuk o Benedykcie Chmielowskim, autorze pierwszej polskiej encyklopedii, żeby wspomnieć tylko o kilku, które najbardziej przykuły moją uwagę. Najciekawsze nowości literackie w nadchodzącym kwartale, najważniejsze książki z innych krajów świata, lista bestsellerów, a nawet... literackie plotki.

Szata graficzna pisma jest bardzo atrakcyjna. Przykuwa oko, ale przede wszystkim - bardzo ułatwia uważne czytanie (włącznie z białym papierem - większość papierów gazetowych ma lekko żółtawy kolor, co pogarsza jakość czytania). Podobają mi się krótkie recenzje książek - na tyle długie, aby się dowiedzieć, co w książce jest i zdecydować, czy jest dla nas ciekawa, i na tyle krótkie, aby nie poświęcać jej zbyt wiele czasu, jeśli okazuje się nieinteresująca. Podoba mi się też dobór literatury, większość książek pochodzi przeważnie z wydawnictw: W.A.B., Znak, Czarne, Zysk i S-ka, Wydawnictwa Literackiego, Sonia Draga, ale pojawiają się też ambitniejsze pozycje wydane przez wydawnictwa specjalizujące się w najbardziej popularnych gatunkach. Oczywiście, chciałabym więcej zapowiedzi z polskiego rynku (dlaczego tylko kilka książek na nadchodzący kwartał?). Jestem zadowolona z reklam wydawnictw książkowych - w tym piśmie są one całkowicie na miejscu. Parę tekstów mi nie podeszło, ale to bardziej kwestia bardziej sposobu ich napisania - na przykład, chociaż lubię teksty Zbigniewa Mikołejki, w przypadku jego omówienia książek ateistycznych zabrakło mi wyraźnego powiedzenia, że ich książki w wielu przypadkach są po prostu słabe merytorycznie (wspominany Dawkins może i jest znanym biologiem, ale jego "Bóg urojony" jest wybitnie pełen nieścisłości i błędów, które naukowcowi trudno wybaczyć) i ogólnie sam tekst wydawał mi się przegadany. Ogólnie na plus - z niecierpliwością czekam na więcej!

Książki. Magazyn do czytania, nr 1 (1) lipiec 2011.

niedziela, 19 czerwca 2011

:: Era pięciorga :: Trudi Canavan

Książki Trudi Canavan wciągaja tak, że kiedy zacznie się czytać pierwszą książkę z serii, to człowiek nie zatrzymuje się, dopóki nie przeczyta ostatniej. Mam już na to sposób: sukcesywnie kupuję kolejne tomy, ale czytam dopiero wtedy, gdy mam już wszystkie w garści i nieco więcej wolnego czasu.

Nie inaczej było z cyklem "Era Pięciorga", po który sięgnęłam dopiero teraz. W ubiegłym tygodniu zaczęłam czytać "Kapłankę w bieli", w weekend czytałam "Ostatnią z Dzikich", zaś około środka tygodnia zakończyłam ten napad książkowego obżarstwa "Głosem bogów". Akcja trzech tomów koncentruje się wokół Aurayi, kobiety obdarzonej niezwykłymi uzdolnieniami (Darami), która zostaje przez bogów rządzących jej światem wybrana na najwyższą kapłankę, następnie przeciwko tym bogom się buntuje i rezygnuje z pełnienia najważniejszej funkcji, a w końcu przeciwko nim wystąpi.


Canavan specjalizuje się zresztą w takich bohaterkach kobiecych: ponadprzeciętnie utalentowanych, dokonujących szybkiego awansu społecznego, niezależnych i ambitnych (przychodzi mi tu na myśl pisarka tworząca na innym kontynencie i inny gatunek literacki, Isabel Allende, której bohaterki również takie są). Akcja książek jest wartka, toczy się szybko, pojawia się też mnóstwo pytań i ciekawość, jak dalej potoczą się losy bohaterów. W każdym z tomów, poza postaciami pierwszoplanowymi, pojawiają się nowi za każdym razem bohaterowie drugoplanowi. Czego mi bardzo brakowało, to kontynuacji ich losów w kolejnych częściach - na przykład w tomie pierwszym pojawiali się zakochani latający ludzie Tryss i Drilli, którzy zawarli małżeństwo bez zgody rodziny panny młodej, ale w pozostałych tomach sagi nie znalazła się choćby wzmianka na ich temat. W tomie drugim obecna jest księżniczka Imi, córka króla Elai, porwana przez piratów i sprzedana w niewolę, ale w tomie trzecim pojawi się już tylko jej ojciec.

Ciekawy jest też sam świat stworzony przez Canavan - zasiedlają go różne rasy ludzi, nie tylko o odmiennych kolorach skóry, ale też umiejętnościach, na przykład latania (Siyee) czy pływania (Elai). Występuje w nim mnóstwo gatunków zwierząt (na przykład udomowione veezy, które komunikują się z ludźmi w ich języku). Światem tym rządzi pięcioro bogów, przypominających zresztą bogów z mitologii greckiej - mocno ingerują w życie podległych im ludów, traktując ich działania (a zwłaszcza toczone przez ludzi wojny religijne) jako swoistą rozrywkę, wiążą się ze śmiertelnikami czy też nienawidzą ich, całkiem po ludzku przeżywają zazdrość, niechęć czy miłość. Komunikacja ma miejsce na kilka sposobów - poza komunikacją werbalną ludzie są w stanie porozumiewać się na odległość w snach lub też słysząc swoje myśli dzięki magicznym pierścieniom (lub wybitnym magicznym uzdolnieniom). Wszystko to powoduje, że w tym świecie chce się przebywać i trudno jest się z niego wyrwać - wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach.

Trudi Canavan, Era Pięciorga: t.1 - Kapłanka w bieli, t.2 - Ostatnia z Dzikich, t.3 - Głos bogów, Galeria Książki, Kraków 2009-2010.

niedziela, 12 czerwca 2011

:: Borussia - Ziemia i ludzie. Antologia literacka ::

Długo czytałam tę książkę. Zajęła mi ponad tydzień, bo i jest obszerna: 604 strony, a na tych stronach fragmenty tekstów czy krótkie opowiadania różnych autorów. Ledwo przyzwyczaisz się do sposobu opowiadania i zaczynasz go mniej więcej rozumieć, następuje zmiana opowiadającego. Trudno się tak co chwila przestawiać, dlatego najlepiej smakuje się małe fragmenty, a to powoduje rozciągnięcie procesu czytania.

Ale od początku. Antologia "Borussia - ziemia i ludzie" została przygotowana przez dwóch literatów związanych z obecnymi Warmią i Mazurami: Winifrieda Lipschera i Kazimierza Brakonieckiego. W 1996 roku ukazała się w języku niemieckim, trzy lata później Wspólnota Kulturowa Borussia wydała ją po polsku. Skąd tytuł? Autorzy przyznają się do swoich kłopotów z poprzednimi zbiorczymi nazwami regionów Warmii, Mazur, Sambii i Pruskiej Litwy. Prusy, Ziemia Pruska, Prusy Wschodnie? Niemcy mniej wiedzą o co chodzi, ale w Polsce już się źle kojarzy. Warmia i Mazury? A co w takim razie z litewską i rosyjską częścią dawnych Prus Wschodnich? Stanęło zatem na Borussi, czyli łacińskiej nazwie Prus, która póki co nie niesie ze sobą żadnych emocjonalnych znaczeń. Autorzy wyboru zastrzegają też sobie, że nie jest to typowa antologia literacka, bo poza literaturą znajdziemy tutaj fragmenty prac naukowych (przedmowa do "Obrotów ciał niebieskich" Mikołaja Kopernika) czy dzieł filozoficznych ("Czym jest oświecenie?" Immanuela Kanta czy "Odrazy do wojny" Johanna Gottfrieda Herdera), a także wspomnień (chociażby Kaethe Kollwitz czy Marion hr. Doenhoff).

Jednak "Borussia" to przede wszystkim przegląd literatury tworzonej przez literatów związanych z Warmią, Mazurami, Sambią czy Pruską Litwą. Lista autorów nie zawiera jednak nazwisk znanych przeciętnemu polskiemu czytelnikowi (no może za wyjątkiem biskupa Ignacego Krasickiego, który do tej pory jest obecny na licealnych listach lektur). Część z pisarzy została zapomniana, część nie jest szeroko znana poza swoim regionem, a utwory części z nich nie były dotąd przekładane na język polski. W każdym razie ta antologia to dobry punkt wyjścia, aby sięgnąć po kolejne książki (o ile wydała je chociażby olsztyńska Wspólnota Kulturowa Borussia, która zajmuje się popularyzacją twórczości literatów związanych z regionem), taki drogowskaz, który pokazuje nam różne kierunki, ale decyzję co do wyboru drogi, pozostawia już nam. Autorzy poprzez dobór tekstów starali się też pokazać niełatwą historię regionu - znajdziemy tutaj i teksty niemieckie niechętne Polakom, jak też teksty twórców powojennych, starających się udowodnić tezę, że Warmia i Mazury zawsze były polskie.

Zwraca uwagę też jeden, wspólny większości pisarzy rys. Choć urodzeni na terenie dawnych Prus Wschodnich, rzadko który pozostał w swojej ojczyźnie. Większość w poszukiwaniu wykształcenia poosiedlała się w większych miastach i dopiero wtedy tworzyła teksty opiewające piękno rodzinnych stron. Tęsknota wyostrza zmysły, pozwala pełniej oddać klimat tego, co zostało bezpowrotnie stracone. Wiele z utworów zamieszczonych w antologii ma swój klimat. Mnie najbardziej urzekło opowiadanie "Szaktarp" Ernsta Wicherta (imiennika Ernsta Wiecherta, było dwóch literatów o tych samych imionach i prawie identycznych nazwiskach), którego akcja dzieje się w środowisku sambijskich rybaków, na przedwiośniu ("szaktarp" to określenie specyficznego nastroju, pojawiającego się na krótko przed rozpoczęciem przedwiośnia). Szalony rybak w akcie zemsty za wyrządzone krzywdy podpiłowuje pale domu mistrza rybackiego, jednak mistrza i jego rodzinę ocala córka tegoż rybaka, Eliza. Historia opowiedziana w konwencji ni to baśni, ni to moralitetu. Zapadła mi mocno w pamięć.

Borussia - ziemia i ludzie. Antologia literacka, red. Kazimierz Brakoniecki, Winfried Lipscher, Wspólnota Kulturowa Borussia, Olsztyn 1999

poniedziałek, 30 maja 2011

:: Gaumardżos! :: Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller

A wszystko przez Michała, który namówił nas na patronat nad portalem Kaukaz.pl (gdzie się też udziela), raport o sytuacji w Gruzji latem 2008 r., a na moją parapetówkę przyniósł dobre gruzińskie wino. Kiedy zobaczyłam, że wśród nowości w Świecie Książki znalazła się książka małżeństwa Mellerów "Gaumardżos. Opowieści z Gruzji", pomyślałam, że fajnie byłoby po nią sięgnąć i dowiedzieć się czegoś więcej. Po drugie, zaintrygowało mnie, co wspólnego z Gruzją może mieć naczelny Playboya? Sięgnęłam - okazało się, że bardzo dużo. Do tego książka wydawała się sensownie napisana i miała dużo ładnych, barwnych zdjęć. Kupiłam.

Wciągnęło mnie tak, że przeczytałam ją niemal jednym tchem w dwa weekendowe wieczory. Mam jednak kłopot z określeniem, czym do końca ta książka jest. Niby podróżnicza, ale nie jest to chronologiczny zapis jednej podróży, a garść luźno powiązanych ze sobą obserwacji i historii co najmniej z kilku wyjazdów. Poczynając od 1992 r. i pierwszego pobytu Marcina Mellera jako korespondenta wojennego na Kaukazie, który to pobyt o mało nie skończył się tragicznie. Kolejne wyjazdy, już o charakterze turystycznym (oraz ślub i wesele Mellerów), nie obfitowały już w tak ekstremalne emocje, ale pozwoliły na spokojną obserwację kultury i zwyczajów (gruzińskiej gościnności i umiejętności świętowania, które zdecydowanie przebijają polskie, zwyczaj picia wina nie tylko z rogów, ale również z kloszy od lamp naftowych czy dachówek, czy umiejętność wspólnego śpiewania, która nie zanikła tak, jak w Polsce), zachwyt górskimi krajobrazami i gruzińską kuchnią, opisanie spraw, które do tej pory dzielą gruzińskie społeczeństwo (jak zamach terrorystyczny na samolot, dokonany w 1983 r. przez grupę studentów) czy ciekawych historii ludzkich (jak historia Gruzina Mamuki i Polski Katarzyny, którzy zakochali się w sobie jako nastolatkowie, a spotkali się po latach już jako ludzie dorośli). Do tego mnóstwo zdjęć ilustrujących materiał. Moim faworytem zdecydowanie jest zdjęcie łaźni z podpisem: "Kopuły przy Abanos Kucza to dachy słynnych siarkowych łaźni, do których od setek lat Gruzini przychodzą moczyć swe strudzone członki". Zważywszy na to, że autor jest naczelnym Playboya, ta dwuznaczność może być całkiem zamierzona ;-)

W każdym razie teraz sama chciałabym tam pojechać...

Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller, "Gaumardżos! Opowieści z Gruzji", Świat Książki, Warszawa 2011.
Więcej informacji o książce na jej podstronie w portalu Kaukaz.pl.

sobota, 28 maja 2011

:: Ada albo Żar :: Vladimir Nabokov

Dzięki mojemu szwagrowi, który w latach 90. zgromadził niezłą biblioteczkę, w liceum miałam przeczytanego praktycznie całego Nabokova, ze słynną "Lolitą" na czele i w tamtym czasie uważałam go za jednego z moich ulubionych pisarzy. Dlatego dwa lata temu kupiłam "Adę albo Żar", reklamowaną przez wydawnictwo jako pierwsze polskie wydanie, ale dzieło wieńczące całą twórczość pisarza. Przez dwa lata "Ada" była typowym półkownikiem w szafce z książkami - leżała w stosiku i czekała na swoją kolej, w czym niemałe znaczenie miał rozmiar dzieła (książka ma ponad 800 stron). Ale i w końcu nadszedł na nią czas.


Moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu jest takie: nie wiem. Ta książka budzi we mnie tyle różnych skojarzeń i emocji, że nie umiem jednoznacznie jej określić po pierwszej lekturze, w której skupiłam się głównie na akcji: co dalej z romansem głównych bohaterów, Ady i Vana? Tymczasem jest w niej o wiele więcej: są gry słowne, aluzje do innych książek (osobna część książki to przypisy objaśniające, do fragmentów jakich dzieł w danym momencie nawiązuje autor), aluzje do wcześniejszej twórczości samego Nabokova, aluzje do filmów, dzieł malarskich czy muzycznych czy zakamuflowana historia powieści jako gatunku literackiego. Tego nie da się ogarnąć po pierwszej lekturze, po której czuje się już, że sama warstwa fabularna nie ma tutaj aż takiego znaczenia. Bo tak bohaterowie mogą się wydawać nieco papierowi i sztuczni, a fabuła zwyczajnie się dłuży. No, ale właśnie, nie o prawdę psychologiczną tutaj chodzi, a o literaturę samą w sobie. I chyba tak należy czytać to dzieło: jako przypowieść o historii literatury. Lektura jednak do najłatwiejszych nie należy - zmagałam się z tą książką przez cały tydzień, a i tak dokładnie nie przestudiowałam wszystkiego.

Vladimir Nabokov, Ada albo Żar, MUZA SA, Warszawa 2009

sobota, 21 maja 2011

:: Romans licealny :: Piotr Zaremba ::

Był taki czas, kiedy żyłam przede wszystkim życiem mojej klasy w szkole podstawowej, tak mniej więcej w wieku 11-15 lat. Zapisywałam co śmieszniejsze dialogi i sceny. Gdy nazbierało się tego już całkiem sporo, spróbowałam powiązać je w całość, nieco zmieniając scenerię akcji. Tak powstały "Sceny z życia VI C". W liceum przepisałam ten tekst na komputerze i nieco go zredagowałam. Trzymałam go w szufladzie, dopóki Tata nie zaproponował, abym pokazała go zaprzyjaźnionemu autorowi i wydawcy zbiorów aforyzmów, Władysławowi A Grzeszczykowi. A ten udzielił mi kilka cennych rad. Przede wszystkim kazał zapoznać się z poetyką, która dokładnie określa, jakie wymogi powinien spełnić tekst, aby stać się pełnoprawną powieścią, a nie ciągiem luźno napisanych scen z wartkimi dialogami.

Podobna rada przydałaby się Piotrowi Zarembie, autorowi książki "Romans licealny". Mam wrażenie, że to ciąg zapisanych przez niego luźnych obserwacji ze szkoły, w której niegdyś pracował. Wartkie dialogi, umiejętność obserwacji (fajnie pokazane relacje pomiędzy uczniami czy nauczycielami w pokoju nauczycielskim), jednak bez pogłębienia tematu. Brakuje bliższego przyjrzenia się postaciom, które w zamyśle miały być pierwszoplanowe - kompletnie nie rozumiem polonistki Anny czy też uczennicy Kaweckiej, ale też motywacji głównego bohatera, Pawła, który, chociaż czuje się spełniony jako nauczyciel, postanawia zmienić pracę. Trudno też zaobserwować w nim jakąś istotną przemianę (bez której w powieści przecież ani rusz). Za dużo jest dialogów, które w takiej ilości przytłaczają. Za dużo tajemnic pozostaje niedoświetlonych, niewyjaśnionych, a tytułowy romans okazuje się być jednym z pobocznych i niezbyt istotnych wątków. Przyznaję, że nieco się rozczarowałam.

Piotr Zaremba, Romans licealny, Świat Książki, Warszawa 2009.

niedziela, 8 maja 2011

:: Proste życie :: Ernst Wiechert ::

Po dość intensywnym życiu społecznym (pod koniec tygodnia impreza u znajomych i szkolenie) jestem tak wyczerpana, że najlepiej odpoczywa mi się w samotności. Spacerując z dala od większych skupisk ludzkich, jeśli pogoda ku temu, ale też czytając książki. Takie jak "Proste życie" Ernsta Wiecherta, niemieckiego pisarza, który pochodził z Mazur.

To książka o poszukiwaniu spokoju wewnętrznego. Główny bohater, Thomas, to weteran walk na morzu. Traumatyczne wspomnienia powodują u niego coś w rodzaju depresji: pozwala, by jego życie przeciekało mu przez palce, ma coraz gorszy kontakt z żoną spragnioną światowego towarzystwa i rozrywek i małym synkiem. Mimo zachęt do podjęcia pracy kierowanych do niego przez znajomych, woli włóczyć się całymi dniami po mieście, zastanawiając się nad sensem swojego życia. Napotkany pastor doradza mu podjęcie jakiejkolwiek pracy. Thomas opuszcza swoją rodzinę i wyrusza do Prus Wschodnich i tam w majątku emerytowanego generała otrzymuje pracę rybaka odpowiedzialnego za pobliskie jezioro. W rytmie codziennych zajęć powoli odnajdzie spokój i ukojenie, nawiąże też nowe relacje z mieszkańcami okolicy.

Kiedy byłam młodsza, to, co najbardziej przyciągało mnie w książkach Wiecherta, to klimat - jak dotąd, nikt tak nie potrafił opisać mazurskiej przyrody, ale też ciekawość, jak mogło wyglądać życie ludzi na Mazurach kilka dobrych dziesięcioleci temu. Teraz zwracam też uwagę na inne wątki. Wiechert był dobrym obserwatorem. Ludzie, których opisuje, na różne sposoby próbują sobie poradzić z wojenną traumą (bardzo przejmujący jest zwłaszcza opis cierpienia matki, która straciła na wojnie jedynego syna, w dodatku syna, z którym, jak mówi jej mąż, była zbyt silnie związana). Przenikanie się świata realnego z zaświatami (wierzenia miejscowej ludności, stary rybak - mistyk, duch pokazujący się hrabiemu na dzień przed jego śmiercią). Uczciwość własnego bohatera w poszukiwaniu samego siebie czy jego przebywanie gdzieś na peryferiach wiary (chociaż twierdzi, że jest niewierzący i religia nie pozwala mu znaleźć odpowiedzi na pytania o sens, jednocześnie szuka w niej inspiracji do dobrego życia). Zastanawiam się na ile Thomas jest alter ego samego pisarza, z którego biografii wiadomo, że zmagał się z podobnymi wątpliwościami, a równocześnie był mocniej niż jego bohater pogubiony życiowo. Tak więc "Proste życie" okazuje się wcale nie takie proste, jak by się mogło wydawać. I w tym tkwi cała siła tej książki.

Ernst Wiechert, Proste życie, Borussia, Olsztyn 2001.

wtorek, 3 maja 2011

Zaległy stosik

Stosiki książek znane są praktycznie wszystkim molom książkowym, a aparat fotograficzny w komórce daje możliwość ich opisania bez potrzeby wyliczania wszystkich tytułów zgromadzonych w stosiku. I ja takowy stosik mam (dla odmiany - będzie bez zdjęcia), tyle, że zawiera on nie najnowsze nowości (bo te czerpię z biblioteki), ale książki zaległe. Takie, kupione juz parę lat temu (jak na przykład Sigrid Undset, zakupiona na jarmarku dominikańskim w naszej parafii - w "antykwariacie pod chmurką" można czasem nabyć ciekawe starocie czy kilka książek Orhana Pamuka, kupionych w Merlinie w ramach jakiejś promocji). Takie, kupione całkiem niedawno (jak choćby kolejne książki Erwina Kruka, kupione na Allegro po tym, jak przeczytałam "Spadek"). Ciągle nie było na niego czasu, bo a to wpadała jakaś biblioteczna nowość, na przeczytanie której czas był ograniczony, a to znajomi podrzucali coś nowego, a to w domu pojawiały się nowe, fascynujące tytuły, po które sięgało się od razu. A stosik leżał i ciążył, jak wyrzut sumienia.

W końcu jednak i na niego przyszedł czas. Lektury nie okazały się jednak łatwe. Sigrid Undset i jej opowieści o ubogich ludziach bez szans na poprawę własnego losu podziałały na mnie depresyjnie, tak samo jak "Kronika Mazur" Erwina Kruka, książka będąca swego rodzaju wstępem do "Spadku". Orhan Pamuk "Nazywam się Czerwień" nie wciągnął, a nieco zmęczył - poza ciekawą intrygą kryminalną mamy tutaj opowieść o twórcach miniatur na dworze sułtana i starciu między kulturami Wschodu i Zachodu (i choćby dlatego warto byłoby tę książkę przeczytać raz jeszcze, aby uchwycić wszystkie niuanse i smaczki).

W międzyczasie wpadło parę nowości. Przyszła w końcu rezerwacja na pierwszy tom sagi "Cukiernia pod Amorem" - okazał się równie sprawnie napisany, jak tom drugi. Sięgnęłam też po opowiadania Katarzyny Enerlich "Oplątani Mazurami", które były prezentem dla mojej Mamy. Historie ludzi, poruszające, niekiedy powodujące smutek, aż szkoda, że tak ich mało... Teraz kolejne książki dotyczące Warmii i Mazur, o Janie Liszewskim, założycielu lokalnej "Gazety Olsztyńskiej" i o malarzu Hieronimie Skurpskim (każda wizyta w rodzinnych stronach to pretekst do dowiedzenia się o nich i o związanych z nimi ludziach, czegoś więcej). Jednak kolejne książki w stosiku zaległym już czekają...

Czy macie takie swoje zaległe stosiki? Co powoduje, że przekładacie lekturę na później?

środa, 20 kwietnia 2011

Pies Kuba zdrowy

O psie Kubie pisałam jakieś trzy miesiące temu. Fundacja, która wzięła pod opiekę dotkliwie poparzonego zwierzaka, podjęła się leczenia i gromadziła na niego środki. Zachęcałam do wsparcia jej wysiłków w tej notce.

Z tego, co napisano na Facebookowej stronie fundacji, środki pokryją leczenie Kuby i starczą jeszcze, aby pomóc innym zwierzakom. Sam Kuba ma się bardzo dobrze. Już wiadomo, że leczenie się powiodło, co sprawia mi ogromną radość. To zestawienie zdjęć zrobiła jedna z fanek strony Fundacji Mrunio - sami zobaczcie, jak wyglądał postęp:


Aktualne informacje o Kubie można znaleźć na stronie Fundacji Mrunio na Facebooku.

wtorek, 12 kwietnia 2011

:: Dom ciszy :: Orhan Pamuk

Czas choroby pozwolił na rozpoczęcie rozpracowywania stosiku kupionych ze dwa lata temu i jeszcze nieprzeczytanych książek. Na pierwszy ogień poszedł "Dom ciszy" Orhana Pamuka.

Z góry uprzedzam, że to niełatwa książka. Pozornie dzieje się w niej niewiele: trójka ludzi - Faruk - pracownik naukowy, Nilgun - studentka socjologii i Metin - licealista przyjeżdżają na wakacje do swojej babci Fatmy w Cennetisarze. O ile Faruk zajęty jest przeglądaniem archiwów sądowych i piciem, Nilgun wyleguje się na plaży, a Metin spotyka się z bogatymi rówieśnikami z okolicy. Fatma nie rusza się nigdzie z domu (poza doroczną wyprawą z wnukami na cmentarz) i nieustannie szkoli swojego karłowatego służącego, Recepa. Bratanek Recepa, Hasan, poza tym, że razem z kolegami z nacjonalistycznego stowarzyszenia wymusza haracze od sklepikarzy, interesuje się Nilgun. Wydawałoby się, zwykli ludzie, zwykłe lato we wczasowej miejscowości pod Stambułem. W toku akcji okazuje się, że jednak nie. Na jaw stopniowo wychodzą rodzinne sekrety, a długo tłumione emocje wybuchają z niszczycielską siłą.

Ciekawy jest sposób prowadzenia narracji. Mamy tutaj kilku bohaterów, którzy mówią własnym głosem. Przede wszystkim Fatma, wspominająca historię swojego nieudanego małżeństwa, Recep, który użala się na chlebodawczynię i na to, jak jest traktowany przez inne osoby z otoczenia, Faruk opowiadający o swoich intelektualnych poszukiwaniach, Metin i Hasan, z których każdy boryka się z lękiem przed odrzuceniem przez rówieśników czy też przez upatrzoną dziewczynę. Mężczyźni, jak to zwykle u Pamuka, skoncentrowani są na swoich ideach-fix, roją o wielkich czynach, podczas, gdy nie potrafią nawet stawić czoła zwyczajnej codzienności i popadają w alkoholizm. Kobiety są jakby na drugim planie, ich zdanie tutaj prawie się nie liczy (poza Fatmą, seniorką rodu). W tle - tarcia polityczne w unowocześniającej się Turcji. Wszystko to tworzy dość przygnębiający obraz i bynajmniej nie kończy się happy endem.

Orhan Pamuk, Dom ciszy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.